Cześć!
Podziwiam
blogerów i blogerki, którzy zamieszczają jeden ( i to ciekawy, nie ‘na
odwal się’) post dziennie! Mnie jak widać zabrakło zapału już po kilku ;) Ale
nigdy nie jest za późno by to naprawić. Pomyślałam, że będę pisać na różne
tematy, nie tylko o paskudztwie zwanym nerwicą i może z tego wyklaruje się
jakiś ciekawy obraz mojego lajfstajlu :P
Dziś o językach. Żeby nie było, że piszę o czymś, o czym nie mam pojęcia, a tylko dlatego, że temat jest modny, pochwalę się troszkę moją znajomością tematu;) Oprócz ojczystego, mówię jeszcze w trzech językach. W dwóch płynnie, trzeci trochę kaleczę (co bardzo sobie wyrzucam :P). Jakie to języki? Dziś napiszę o jednym, a pozostałe dwa skompiluję w następny post:) (Chciałam napisać o wszystkich ale wyszło tyle tekstu, że uff... )
Dziś o językach. Żeby nie było, że piszę o czymś, o czym nie mam pojęcia, a tylko dlatego, że temat jest modny, pochwalę się troszkę moją znajomością tematu;) Oprócz ojczystego, mówię jeszcze w trzech językach. W dwóch płynnie, trzeci trochę kaleczę (co bardzo sobie wyrzucam :P). Jakie to języki? Dziś napiszę o jednym, a pozostałe dwa skompiluję w następny post:) (Chciałam napisać o wszystkich ale wyszło tyle tekstu, że uff... )
Angielski
W tym języku
mówię zupełnie płynnie – licencjat robiłam w Anglii i to z anglistyki (jednak
nie polecam wybierania tego kierunku decydując się na studia na Wyspach –
chyba, że jesteś wielkim pasjonatem). Efektem ubocznym pobytu w Londynie było
stanie się anglofilką ;) Język ten jest w zasadzie moją pasją – wbrew ogólnemu
mniemaniu wcale nie jest banalny, łatwo jest tylko zacząć się komunikować. Ma
pełno zwariowanych słówek, zwłaszcza przymiotników oraz idiomów i phrasal
verbs, których nawet jak się nauczymy to i tak nie wiemy czy w ogóle ktoś je
jeszcze stosuje, albo czy w danym rejonie kraju anglojęzycznego są one używane
itp. OK, do rzeczy.
Jak po powrocie z Anglii szlifuję mój angielski? Co radzę osobom o niższym stopniu zaawansowania?
Jak po powrocie z Anglii szlifuję mój angielski? Co radzę osobom o niższym stopniu zaawansowania?
1.
Ściągnęłam na Iphone słownik Oxford Advanced Learner’s Dictionary. To koszt ok 100 zł, czyli tyle ile
słownik-cegła w wersji książkowej. Książkowy też mam, ale stoi od lat na półce, nieużywany bo zazwyczaj nie chce mi się zapamiętywać danego słówka by sprawdzić
je w domu. W mobilnym OALD sprawdzam na bieżąco (działa także offline!) słówka z np.
czytanej w danym momencie gazety (The Economist dostarcza porządnej ilości
słówek ;) ) i zapisuję je w Ulubionych. Potem, zazwyczaj w środkach komunikacji
miejskiej, powtarzam sobie moją listę Favourites i próbuję w myślach budować z
nimi zdania.
![]() |
Muszę powiedzieć, że jak na dość kosztowną aplikację jaką jest OALD, spodziewałabym się większej ilości funkcji i większej łatwości w grupowaniu słówek. Działa niestety dość topornie:/ |
3.
Gadanie
do siebie :P Bez komentarza – tak, pomaga i to bardzo, proponuję jednak robić to
w domowym zaciszu :D
4.
A
jeżeli masz ochotę zastosować punkt 3. będąc akurat w centrum miasta? Oto
kolejny sposób na poprawę akcentu i wyłapania własnych błędów. Trzeba się
niestety przełamać, ale jak Wam się uda postępy widać naprawdę szybko. O co chodzi – o nagrywanie się! Idąc
sobie do tramwaju wyłączamy w naszym telefonie dzwonek (aby uniknąć, że
zadzwoni w trakcie naszej sesji – ups! ;) ) włączamy dyktafon, włączamy nagrywanie
i... nawijamy do telefonu jakbyśmy rozmawiali z przyjaciółką, ukochanym/ą,
szefem... kimkolwiek! Paplamy tak ile chcemy, a po wyłączeniu nagrania
odsłuchujemy je i jak na dłoni widzimy, które słowa źle wymawiamy i jakie błędy
robimy. Super!
5.
Trochę
dla freaków;) Na stoliku koło łóżka mam Practical English Usage Michaela Swana
oraz książeczkę z idiomami – lubię je sobie przejrzeć przed snem w poszukiwaniu
ciekawego użycia danej frazy czy powtórki.
6.
Jedź
do Anglii do pracy. Do cioci, brata, znajomego – teraz prawie każdy z nas ‘ma
kogoś’ na Wyspach ;) Jeśli masz czas, jedź nawet na dwa miesiące i poznaj prawdziwy język
pracując w pubie i nalewając Anglikom piwo :D
![]() |
Kto kelnerował ten wie, że to wcale nie jest łatwa praca, ale niezła szkoła życia :) |
7.
Ostatni
punkt to już rzeczy bardziej oczywiste – oglądanie filmów po angielsku,
czytanie książek itp. Co do książek, bardzo polecam (dla osób na poziomie A2 –
B1) przeczytanie pozycji, które już znasz i bardzo Ci się podobały w polskiej wersji.
Jeżeli akcja jest wartka i po części ją pamiętasz, fakt że nie rozumiesz
niektórych fraz nie będzie Ci tak przeszkadzał, a słówka i zrwoty wejdą do
głowy, i to w kontekście! Oczywiście nie odradzam korzystania ze słownika,
ale sięgając po niego dla każdego słówka, którego nie rozumiemy, łatwo się
zniechęcić. Moje typy
do Harry Potter i trylogia Millenium Stiega Larssona.
![]() |
Read me! |
ps. z góry przepraszam za jakość zdjęć niektórych zdjęć, w przyszłości postaram się, by były lepsze (czyt. pożyczę aparat/podszkolę się jak robić ładniejsze foty telefonem :P )
Pozdrówencja!